Dajmy lasom szansę

fot.: Artur M. Deluga
Rozmowa z prof. Tadeuszem Boreckim

Rozmowa z profesorem Tadeuszem Boreckim


W maju  2015 roku z okazji nadania Panu profesorowi Tadeuszowi BORECKIEMU tytułu doktora honoris causa SGGW przeprowadziliśmy wywiad z Profesorem, którego krótki fragment publikowaliśmy.
Obecnie, gdy temat lasów stał się problemem nie tylko w Polsce ale i na forum Unii Europejskiej, publikujemy cały wywiad jako głos w dyskusji.


– Panie Profesorze, zajmuje się  Pan lasem jako naukowiec i dydaktyk, ale także społecznik i miłośnik. Jak zatem ocenia Pan polskie lasy?

Nasze środowisko przyrodnicze jest ciągle w miarę naturalne. Mało kto wie, że w Polsce powierzchnia lasów wzrosła o jedną trzecią. Po wojnie prowadzono dużo zalesień gruntów słabych, nieużytków, terenów zdegradowanych. Polskie lasy cechuje dobra zasobność, mają dobre parametry. Przybywa gatunków liściastych, istnieje duża bioróżnorodność. Mimo że w dużej mierze androgeniczne (stworzone z udziałem człowieka – przyp. red.), nasze lasy nie są sztuczne. Ten stan jest w znacznym stopniu zasługą ludzi, tego, jak go pielęgnują i jakie stosują metody zagospodarowania.

– Odnoszę wrażenie, że w ciągu naszego życia lasy zmieniły się. Kilkadziesiąt lat temu las wyglądał inaczej, był głównie iglasty. Teraz kiedy chodzi się po tych samych miejscach, trzeba przedzierać się przez liściaste zarośla. Z czego to wynika?

Użytkowanie lasów 50-100 lat temu miało zupełnie inny charakter. Z lasu brano wszystko, co tylko można: grabiono ściołę, zbierano posusz. Dominowały sosna i świerk. Degradowano siedliska, obniżono zdolności produkcyjne. Tak jak rolnik stosuje płodozmian, tak do dobrego rozwoju las potrzebuje wszystkich komponentów, które w nim powinny być.

– Co się zmieniło?

Nałożyły się trzy rzeczy. Po II wojnie światowej rolnicy przestali wypasać krowy czy owce w lasach, zatem zwierzęta hodowlane nie wynosiły już tych komponentów, które powinny  pozostać.

Druga kwestia to właściwa polityka odnowieniowa. Zwiększono, szczególnie w okresie ostatnich 25 lat, udział gatunków liściastych. Im większa jest różnorodność, tym większe bogactwo. Na przykład buk razem z sosną dają znakomitą ściołę, zapewnia to zwiększony obieg materii organicznej. Las nie potrzebuje dużo pokarmu, jeśli ma szansę, sam daje sobie radę.

Trzeci czynnik to ocieplenie klimatu. Kwestią sporną pozostaje, czy to proces stały, czy nie. Niemniej mamy do czynienia z ciągłym dopływem energii. Obecnie w Puszczy Białej pod sosną znajdziemy już dęby, które wymagają więcej ciepła. To że się tam pojawiły, wynika na pewno z wpływu klimatu.

Przewiduje się, że będziemy mieli w polskich lasach coraz większy udział gatunków liściastych. Są nawet obawy, że gatunki borealne (rośliny, których siedliskiem naturalnym są północne rejony Europy, Azji i Ameryki Płn. – przyp. red.), jakim jest świerk czy sosna, będą wycofywały się na północ, co dla Polski z punktu widzenia leśnictwa, ale także tradycji, nie byłoby na pewno dobre.

– Współczesny świat to globalna wioska, jej częścią jest również Polska. Wzmożona komunikacja z odległymi zakątkami ziemi, nielegalny przywóz gatunków i trudne do kontroli ich rozprzestrzenianie to problemy, o których coraz częściej słyszymy. Czy dostrzega Pan w tym jakieś zagrożenie dla polskich lasów?

Zakłócenie ładu bożego czy ładu przyrodniczego na świecie może spowodować katastrofę. Mamy tego wiele przykładów, chociażby króliki w Australii. W Polsce hodowlana norka amerykańska przedostała się do lasów i spowodowała, że niektóre ptaki gniazdujące u nas właściwie nie rozmnażają się. Ten gryzoń trzebi łabędzie i kaczki na Mazurach, w Puszczy Augustowskiej. Podobnie z barszczem Sosnowskiego. Sprowadzono go ze względu na duże przyrosty masy, wykorzystywano jako kiszonkę. Ale teraz staje się niebezpieczny, bo się rozmnaża. I jako gatunek inwazyjny może wyprzeć inne nasze gatunki.

Zatem bezkrytyczne przywożenie obcych dla naszego środowiska gatunków może mieć swoje katastrofalne następstwa. Państwo musi mieć nad tym kontrolę. Nie wiemy, czy wprowadzenie do naszych ekosystemów niektórych gadów nie spowoduje, że zwierzęta te zaadaptują się. W łańcuchu pokarmowym nic się nie dzieje bez przyczyny. W ten sposób można przyczynić się do zniszczenia przyrody.

– Jest to więc jedno z zagrożeń dla środowiska przyrodniczego?

Gatunki inwazyjne są, moim zdaniem, na równi niebezpieczne z ortodoksyjnym podejściem do przyrody. Na przykład problem dzika. Jest go w Polsce bardzo dużo a będzie jeszcze więcej. Zmienia się klimat, temperatura, struktura zasiewów. Łatwo o pokarm, łatwo się schować  – to co? Hulaj dusza!

– I co w takiej sytuacji zrobić?

Człowiek musi być strażnikiem. Jeśli chcemy nad tym zapanować, trzeba strzelać. Trzeba tę populację trzymać w ryzach. Nie można wylewać łez. Przedobrzenie w każdej kwestii jest niczym dobrym. Zbyt dużo pięknej sarny o cielęcych oczach może spowodować zjedzenie lasu albo sprowadzić zagrożenie dla niej samej poprzez szerzenie się chorób przy dużym zagęszczeniu osobników. Wszystko musi być w równowadze.

– Czy tę równowagę można uznać za wartość nadrzędną nowoczesnego, odpowiedzialnego podejścia do przyrody?

Dla mnie kwestia zarządzania przyrodą, odpowiedzialność człowieka  jest rzeczą oczywistą. Najbliższe mi stanowisko, a właściwie jedyne wobec przyrody, wyraził Benedykt XVI w encyklice „Caritas in Veritate”. Tam jest zawarta najlepsza i najgłębsza filozofia.

Eksploatacja, a może lepiej powiedzieć – użytkowanie przyrody przez człowieka jest koniecznością cywilizacyjną. Ale trzeba to robić tak, żeby tej przyrodzie nie zaszkodzić. W encyklice mowa o tym, że traktowanie przyrody jak nietykalnego tabu albo niszczenie jej z punktu widzenia Kościoła katolickiego jest takim samym grzechem. I to mi odpowiada.

My nie możemy powiedzieć, że nie będziemy użytkować kruszyw w lesie, bo trzeba będzie las wylesić. No to trzeba będzie. To jest konieczność cywilizacyjna. Ale trzeba to zrobić tak, żeby niczego nie zniszczyć albo zminimalizować następstwa. Są kraje bogate bardzo zmienione przyrodniczo, na przykład Holandia, my tego nie chcemy.

Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że nie da się zapewnić rozwoju społeczeństwa bez użytkowania przyrody. Jeśli ktoś uważa, że użytkowanie lasu związane jest z niszczeniem przyrody, to się głęboko myli. Mamy w Polsce lasy antropogenne, są wielofunkcyjne  – tego oczekuje społeczeństwo. Musimy z nich pozyskiwać drewno, czyli użytkować las; musimy też sprawić, żeby las był dla człowieka miejscem odpoczynku i rekreacji, żeby był bioróżnorodny. Musimy mu zapewnić wszystkie komponenty, które tam były. Wręcz  wnieść jeszcze wartość dodaną, wzbogacić poprzez nasze mądre, nieniszczące działanie. To jest filozofia, która powinna  przyświecać  działaniu w środowisku przyrodniczym. Dlatego tak ważna jest własność państwowa lasów.

– Czy państwo najlepiej wdraża tę filozofię, najskuteczniej realizuje cele, jakim ma służyć las?

Społeczeństwo, chcąc korzystać z lasów, musi ponieść określone koszty. I dlatego państwo jest najlepszym mecenasem. Patrząc na las tylko z ekonomicznego punktu widzenia, dojdziemy do absurdu. Mamy 300 milionów złotych dochodów z 7 milionów hektarów lasów, co daje 40 złotych z hektara rocznie. Żeby móc z tego żyć, trzeba byłoby mieć co najmniej 2 tysiące hektarów. Własność w Polsce jest bardzo rozdrobniona. To nie ma sensu. Główna wartość lasu leży w sferze pozamaterialnej, wartość drewna jest tylko jej małą cząstką. Plan cięć nie powinien być tu wyznacznikiem.

– A zatem jest idealnie?

Nie. Trzeba doskonalić struktury organizacyjne i zarządzanie lasami, trzeba minimalizować koszty. Wszędzie tam, gdzie to możliwe, tworzyć model lasu wielofunkcyjnego, z dostępem dla ludzi. Wreszcie trzeba słuchać społeczeństwa, czego oczekuje w różnych układach, w różnych grupach interesu, pamiętając, że nie wszystkim oczekiwaniom można sprostać.

– Panie profesorze, na koniec nie sposób nie poprosić Pana o parę słów komentarza na temat ewentualnego referendalnego pytania dotyczącego prywatyzacji lasów.  Był Pan przecież w gronie stałych ekspertów sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.

Nad poprawką do konstytucji pracowała grupa ludzi, która niewiele ma wspólnego z polityką. Byli to prawnicy i leśnicy, nie odczuwaliśmy żadnego nacisku polityków. Sejm głosami jednej z opcji politycznych odrzucił tę poprawkę, po czym opcja ta oznajmiła, że był to zamach na własność państwową lasów. To bardzo nie w porządku. Zapis był dobry, choć w kraju o ustabilizowanej demokracji może mógłby brzmieć inaczej. Nie musielibyśmy ciągle zastrzegać się, że matkę się szanuje. Nie trzeba ciągle o tym mówić. Jednak w dzisiejszej Polsce musimy mieć taki zapis, który uspokoi ludzi straszących prywatyzacją.

Pytanie w referendum, czy lasy mają pozostać państwowe, to dla mnie kolejna niegodziwość. My nie jesteśmy Szwajcarią, do której często odwołuję się, bo ją dobrze znam. Społeczeństwo szwajcarskie ma demokrację od bardzo dawna, warunki ustabilizowane a ludzie uświadomieni i odpowiedzialni. Tam niemożliwa byłaby taka sytuacja, że przyjeżdża nieznany pan nie wiadomo skąd i zostaje kandydatem na prezydenta. Dlatego system referendalny w Szwajcarii ma sens. Ale w naszym kraju, gdzie jedna audycja telewizyjna może zmienić nastrój ludzi, nie byłoby to mądre. Wydaje mi się, że posłowie powinni być odpowiedzialni za los kraju. Nie wolno stawiać takich pytań.

– A co zrobić gdyby, teoretycznie mówiąc, Polacy w referendum opowiedzieliby się za prywatyzacją lasów? Prywatyzować?

Absolutnie nie! Ja wtedy idę pod Sejm i protestuję!

– Dziękujemy za rozmowę i jeszcze raz gratulujemy tytułu doktora honoris causa.

Rozmawiał: Artur M. Deluga

Plus Ekologia

Ogólnopolski magazyn plus Ekologia jako niezależna platforma do wypowiedzi dociera z informacją zarówno do społeczności lokalnej jak i administracji publicznej, przyglądając się uważnie kształtującej się rzeczywistości ekologicznej.
tel.: +48 601 212 657
e-mail: redakcja@plusekologia.pl

Plus Ekologia Tweety

Dołącz do nas

Facebook icon
Twitter icon
YouTube icon
Google+ icon