Pocztówki z Mazur: Popielno cz.I

fot.: Artur Marek Deluga
reportaż

Konik polski - jaki jest

Pobyt na lądzie dobiegł końca. Przeprawiłem się z przyjacielem przez śluzę w Guziance i skierowałem w stronę Mikołajek. Urok jeziora Bełdany nastraja do rozmów na różne, niekoniecznie żeglarskie tematy. Tym razem zeszło na konie, ich niemal magiczny urok, polskie tradycje i aukcję w Janowie, kiedy raptem naszym oczom ukazał się brzeg a na nim swobodnie pasące się konie. Nie były to jednak janowskie araby, lecz nasze koniki polskie, co przypomniało mi, że nieopodal, w Popielnie żyją zupełnie dziko (no prawie zupełnie dziko) w Stacji Badawczej PAN-u „polskie araby”, zwane skromnie konikami polskimi.

Postanowiłem trochę zmienić trasę i zacumować w porcie w Popielnie. Miałem sporo szczęścia, bo trafiłem na Święto Konika Polskiego, najważniejszą imprezę dla tych uroczych zwierząt i ich hodowców, oczywiście.

Ciekawiło mnie, jak to jest z tym konikiem? Mówi się o dzikim zwierzęciu, następcy tarpana i chyba takie spotkałem nad brzegiem jeziora i przy drodze dojazdowej do Stacji, a tu w stajniach zobaczyłem regularną hodowlę stajenną, a w niej kilka ogierów i klacze, wszystkie z rodowodami, czyli od wielu pokoleń znani są rodzice każdego z tych koników. 

W ramach opieki koniki są układane, tak by można było na nich jeździć wierzchem, żeby ciągnęły wóz czy sanie a także spełniały warunki hipoterapeutyczne.

Edukację tę doprowadza się do takiego momentu, żeby mogły zdać końcowy egzamin, przejść próbę dzielności. Przyjeżdża wtedy specjalna komisja, która ocenia konie pod kątem ich wyglądu i typu rasowego, gdyż zwierzę musi posiadać wszystkie cechy następcy tarpana. Czasem zdarza się, że rodzi się źrebię zupełnie innej maści. Te wszystkie, które spełniają fizyczne warunki a także przeszły próby dzielności, mogą pójść do sprzedaży i osiągnąć wyższą cenę. I tak: zwykły nieułożony konik kosztuje od 1.000 do 2.000 złotych, ale taki z przeznaczeniem do hodowli i po próbach dzielności może kosztować od 5000 do 8000 złotych. Tak więc hodowla może mieć również wymiar ekonomiczny.

Są zatem dwie osobne hodowle: „dzika” i komercyjna. Ciekawe, kim są kupcy i jak odbywa się sprzedaż? Kupnem najbardziej zainteresowane są inne hodowle. Niestety, rynek hodowlany koników polskich w pewnym momencie się nasycił, bo ci, którzy zrobili zakupy wiele lat temu, kupili, powiedzmy, ogierka i trzy klaczki, mają teraz u siebie po kilkadziesiąt sztuk. Największe hodowle są na terenie województw: wielkopolskiego, warmińsko – mazurskiego, zachodniopomorskiego i pomorskiego. Co roku zainteresowani spotykają się w Popielnie na Święcie Konika Polskiego, które teraz przypadło na 8-9 września. 8-go były wykonywane próby dzielności a 9-go święto z przeglądem hodowlanym, wpisem młodych ogierków i klaczy do księgi oraz częścią seminaryjną. 

Uzyskałem pewien obraz hodowli konika w warunkach stajennych, ale ciekawy nadal byłem tego na czym polega opieka nad konikami żyjącymi na wolności? I dowiedziałem się, że na bieżąco prowadzony jest monitoring, żeby zobaczyć, co się zadziało w danym stadzie. Czy jakaś klacz nie padła, a może przeszła do innego tabunu; może coś się urodziło? I tak np. kiedyś pracownicy zauważyli, że nie ma jednego stada. Mogło uciec przez płot, więc szukali dziury w ogrodzeniu. Nagle stado pojawiło się z powrotem. Została założona ogierowi obroża z GPS-em, aby można go było śledzić przez cały rok, bo stado chodzi za ogierem. Okazało się, że koniki przepływały jezioro Bełdany w jego najwęższej części, trochę się „gościnnie” popasły i wracały na swój teren.

W materiałach informacyjnych wyczytałem, że po zimie koniki są bardzo wychudzone. Skoro tak, to ciekawe, czy są jakoś dokarmiane – bo przecież mają być dzikie, czyli powinny radzić sobie same. Otóż z powodzeniem dają sobie radę same. Jedzą pędy i suche owoce. Dokarmiane są wyłącznie wtedy, kiedy warstwa śniegu przekroczy 40 centymetrów. Bo konik na łąkach, które nie są koszone, odgrzebuje rośliny spod śniegu i zjada to, co tam znajdzie. Jeśli pokrywa śnieżna jest znaczna, ma on trochę utrudnione zadanie. Z uwagi na to, że powierzchnia 1600 hektarów dla czterech stad liczących w sumie około 40 koni jest marnym areałem do życia, to się je trochę dokarmia. 
Ale nie za wiele, bo to wszystko się dzieje naturalnie, choć pod naszym czujnym okiem. Bo też troszeczkę dbamy, aby ten rozród nie szedł w nieskończoność – mówi pracownik Stacji.
Odławia się większość źrebiąt urodzonych w danym roku. Robi się to zimą, kiedy źrebaki mają minimum 6 miesięcy. Te odłowione odchowywane są razem z tymi urodzonymi w stajni. Część źrebiąt pozostaje na tzw. „remont” stada. Jeśli jest w nim jakaś wiekowa klacz i jej dni są policzone, to zostawia się młodą klaczkę, która przechodzi do innego tabunu. 

Dzięki rozmowie z pracownikami Stacji uświadomiłem sobie, że te dwa typy hodowli mogą wywoływać pewną konsternację wśród nieświadomych turystów. Koniki z hodowli stajennej nauczyły się współżyć z ludźmi, są łagodne i posłuszne. Ale kiedy na środku drogi czy nad brzegiem jeziora stoi stado dzikie, ludzie traktują je podobnie. Wysiadają z samochodów, łódek i robią zdjęcia lub dotykają źrebaczka. Nie zdają sobie z tego sprawy, że to dzikie zwierzę. Na pewno nikt by tak nie zrobił, gdyby zamiast konia był jeleń, dzik czy wilk. A ten konik, którego spotykamy w lesie lub nad wodą ma być naturalny, z zasady dziki. Niestety konie się przyzwyczajają do tego, żeby wychodzić na ulicę. Wiedzą, że jak wyjdą na drogę, to coś tam sobie wyżebrzą. Zdarza się, że konik włoży głowę przez okno do samochodu i coś tam komuś zabierze do jedzenia, nie jest to jednak korzystne.  Taki rozleniwiony konik, jak już się skończy jedzenie, jest zły i próbuje domagać się pokarmu. A to obgryzie lusterko albo nawet kopnie w drzwi. Wtedy kierowcy przybiegają do stacji ze skargą, mimo że wszędzie na parkingach umieszczono informacje o potencjalnym zagrożeniu ze strony wolnożyjących, dzikich koników.

Na zakończenie tej części opowieści o Popielnie warto przypomnieć, że twórcą idei zachowania konika i jej niezłomnym orędownikiem był profesor Tadeusz Vetulani, o którym możemy dowiedzieć się więcej w muzeum znajdującym się na terenie stacji.

Artur Marek Deluga

 

 

Plus Ekologia

Ogólnopolski magazyn plus Ekologia jako niezależna platforma do wypowiedzi dociera z informacją zarówno do społeczności lokalnej jak i administracji publicznej, przyglądając się uważnie kształtującej się rzeczywistości ekologicznej.
tel.: +48 601 212 657
e-mail: redakcja@plusekologia.pl

Plus Ekologia Tweety

Dołącz do nas

Facebook icon
Twitter icon
YouTube icon
Google+ icon