Pocztówki z Mazur: Popielno cz.II

reportaż

Brutus i przyjaciele

Kontynuując spacer po Popielnie jako fan komiksu Tytus, Romek i A ‘Tomek, nie mogłem nie zapytać o polskiego bizona, czyli żubronia o wiele mówiącym imieniu Brutus.

Warto zobaczyć Brutusa, bo, po pierwsze, jest to już jedyny taki żyjący osobnik i po drugie, jest przepotężny. Wygląda na bardzo smutnego, pewnie dlatego, że siedzi sam. Żartuję oczywiście, po prostu ma taki zamyślony wygląd, a może zastanawia się, dlaczego Popielno wygląda jak miejscowość przeniesiona „żywcem” z połowy ubiegłego wieku. I to spostrzeżenie podsunęło mi pytanie: Jakie były początki stacji, a jak jest obecnie?

W zamierzeniu miało być to gospodarstwo samowystarczalne, z własnym, niezależnym zapleczem. Przed laty Stacja Badawcza składała się z wybiegów gospodarskich oraz osiedla mieszkaniowego, gdzie mieszkali wyłącznie pracownicy tego gospodarstwa. Cztery bloki i kilka domków z własnym zasilaniem. I mimo, że minęło od tego czasu ponad pół wieku - nadal tak jest. Transformatornia nadal działa. Jak nie ma prądu, to włączany jest agregat prądotwórczy w stacji, który utrzymuje zasilanie.  Stacja ma własną oczyszczalnię ścieków, żeby nie zatruwać środowiska, własną stację uzdatniania wody - dwa ujęcia i zaopatruje okolicę w wodę. Była tu również szkoła, która przestała już istnieć, przedszkole, stołówka, całe zaplecze do tego, aby dzieciaki mogły się tu rozwijać.

Obecnie w szkole są miejsca noclegowe. Dużo się zmieniło – mówią mieszkańcy. Ludzie nie muszą pracować tam, gdzie mieszkają. Społeczeństwo się postarzało. Dzieci dawnych pracowników albo się wyprowadziły, albo mają inną pracę. Pod tym względem społeczność straciła swą jednolitość. Obecnie dąży się do tego, aby mieszkania posprzedawać dla prywatnych osób. Odciąć się od dostawy prądu, skoro każdy może mieć swój własny licznik i podpisać umowę z zakładem energetycznym. Podobnie jest z ciepłem i z innymi mediami. Powoli wszystko się prostuje. Chociażby z tego powodu, że rosną koszty utrzymania. Aby je obniżyć stacja uruchomiła kotłownię na biomasę, która jest pozostałością po planowanym pozysku drewna. Pierwotnie w zakładzie doświadczalnym pracowało ponad 130 osób. W czasach Stacji Badawczej Rolnictwa Ekologicznego i Hodowli Zachowawczej Zwierząt preferowano rolnictwo ekologiczne bez nawozów, tylko działania i hodowla naturalna. A gdy skończyły się pieniądze na działalność naukową, Stacja podupadła. Ostatecznie z końcem 2015 roku zakończyła swoją misję, a mienie po Stacji przejął Instytut w Olsztynie.

Początki stacji datują się na pierwszą połowę lat 50-tych ub. wieku i zaczynają się od wznowienia hodowli konika polskiego i bobrów, które były na granicy wyginięcia. W całej Polsce żyło ich około 300 sztuk, może nawet mniej. Powstał pomysł, żeby założyć hodowlę, której celem byłoby przetrwanie tego gatunku. Przedsięwzięcie udało się do tego stopnia, że teraz wydawane są pozwolenia na odstrzał, mimo że bóbr nadal jest pod ochroną.

Obecnie zmienił się nieco profil hodowli. Udomowiane są pojedyncze sztuki w celach ekspozycyjnych lub do odsprzedaży do ogrodów zoologicznych. Dziki bóbr nie żyje długo w niewoli. Natomiast taki, który urodzi się w hodowli zamkniętej, który nie wie, że można żyć na łonie natury, jest zupełnie inny, i ogrody zoologiczne chętniej go kupują. W zeszłym roku zostało sprzedane kilka sztuk do ogrodu zoologicznego w Pradze za całkiem niezłe pieniądze. Ponadto stacja odbiera, choć niechętnie, takie bobry, które zagnieżdżają się w ciekach wodnych w centrum miasta. Bóbr ma bardzo mało naturalnych wrogów. Co prawda, interesuje się nim wilk czy ryś, ale ten cieśla na czterech łapach jest trudno dostępny. Kicnie sobie do wody, a tam ma wszystko pozamykane i nikt go szturmem nie weźmie. Chociaż pracownicy widzieli na terenie rysia, który zapolował na bobra. Skutecznie zresztą.

W stacji prowadzona jest również hodowla zachowawcza krów rasy polskiej czarno-białej nizinnej i polskiej czerwonej. Są to gatunki zagrożone wyginięciem. Na ich miejsca wchodzą inne, które nie są typowo polskie. Jeśli hoduje się je na mięso, to szybciej rosną i dają go więcej, jeśli na mleko, dają więcej mleka. A nasze rodzime gatunki, które były tu zawsze, ani nie dają dużo mleka, ani nie są zwierzakami hodowanymi na mięso. Ale rodowity Mazur miał je w domu i pozyskiwał od nich mleko, robił masło i miał cielaki.

W dzisiejszych czasach rolnicy, którzy odnaleźli się w tym nowoczesnym rolnictwie, postawili jednak na ekonomię, która wszędzie rządzi. Kupowali takie rasy, na których można zarobić i móc z tego żyć. Nikt nie myślał o tym, aby mieć piękną polską krówkę i tak zainteresowanie stawało się coraz mniejsze. Dlatego też powstały hodowle zachowawcze krów polskiej czarno-białej nizinnej i polskiej czerwonej. Są tutaj banki genów, z których można pobierać materiał do rozmnażania, aby zachować rasę.

Były pomysły, żeby z ich mleka wytwarzać ekologiczne sery i twarożki oraz sery dojrzewające, ale póki co należy to traktować jako ciekawostkę lub pomysł do realizacji w przyszłości. Inną ciekawostką jest to, że w Instytucie Rozrodu i Badania Żywności pracuje się prawdopodobnie też nad tym, jak zrobić serek, który będzie miał właściwości odchudzające. Szczególną wagę przywiązuje się do prac nad ekologiczną żywnością. Instytut ma duże osiągnięcia w dziedzinie badań antyalergicznych, sprawdza się, co uczula, a co nie i co zrobić, aby nie uczulało.

Ale są to sprawy przyszłości, w tej chwili jest plan uruchomienia laboratorium do badania żywności w Wejsunach. Jest już laboratorium w Olsztynie, ale materiał do badań pozyskuje się głównie z miejscowych źródeł, więc wożenie próbek jest nieekonomiczne pod wieloma względami. Do tej pory Instytut płacił gospodarzom za możliwość pobierania próbek. Było to dosyć uciążliwe, zwłaszcza że lokalizacje często były dość odległe, co generowało dodatkowe koszty. Pozyskanie przez Instytut dodatkowej ziemi na hodowlę i pod uprawę zbóż, daje możliwości pobierania materiału do badań i stwarza nowe możliwości. A co za tym idzie, posiadanie własnego laboratorium jest ze wszech miar uzasadnione. W tym celu remontuje się budynek w Wejsunach. Oprócz Popielna i Wierzby Instytut posiada grunty na terenach Onufryjewa, Wejsun, Końcewa, i Wielkiego Lasu, gdzie jest gospodarstwo ponad 300 ha z zabudowaniami gospodarskimi umożliwiającymi hodowlę. Przy czym zwierzęta hodowane w naturalny sposób, od których pobiera się materiał do badań, mogą później być sprzedawane na mięso. Powstają nowe projekty badawcze pod kątem wykorzystania miejscowych zasobów i możliwości.

Ostatnio został złożony wniosek o dofinansowanie ze środków unijnych projektu „Ukierunkowanie ruchu turystycznego…” -  pod kątem ochrony przyrody. Chodzi w nim o to, by ludzie nie chodzili wszędzie tam, gdzie chcą, tylko po wyznaczonych ścieżkach. Planowana jest budowa punktów widokowych, tzw. zwyżek, żeby można było wejść wyżej i popatrzeć z góry, np. na jezioro Smolak.

Mają być tablice z opisami i wieża widokowa. Ponieważ miejscowość i teren znajdują się na półwyspie [Popielniańskim], otoczonym przez wody trzech, a właściwie czterech jezior, bo oprócz Bełdan, Śniardw i Mikołajskiego jest jeszcze kawałek jeziora Warnołty, powstanie nowe ogrodzenie od strony północnej i południowej. Będzie chroniło zwierzęta, między innymi koniki polskie. Bo występują tu oprócz nich również inne dzikie zwierzęta. Chociaż dla nich będą robione specjalne przepusty, żeby mogły sobie migrować w jedną i w drugą stronę, a konie, żeby zostały, bo są na tym półwyspie nieodzownym elementem. Ogrodzenie będzie miało cztery nowe bramy z przejazdami rurowymi zabezpieczającymi wyjście zwierząt, ale z możliwością przejazdu kombajnów koszących zboże albo wielkich samochodów ciężarowych – przemysłowych i dostawczych, albo np. tych przyjeżdżających po odbiór słomy czy nadwyżek płodów rolnych. Te pojazdy, z uwagi na ciężar i gabaryty, po rurach nie mogłyby przejechać, a nawet wóz drabiniasty zaprzężony w konika potrzebuje do tego normalnej bramy. Jest tu też ferma dzikich zwierząt, głównie jeleni i danieli, tam jest też Brutus. Planowane jest tu zbudowanie wieży widokowej wyposażonej w lunety i lornetki, skąd będzie można obserwować zwierzęta z góry. W tej chwili jest tak, że można zwierzęta oglądać z poziomu ziemi, a one są albo poszły do lasu i mają w nosie oglądających. Dzięki wieżom będzie można wszystko obejrzeć. Pomysł jest ciekawy. Wniosek został złożony i prawdopodobnie na jesieni rozpocznie się realizacja inwestycji.

Pan dr Andrzej Krzywiński utworzył na terenie stacji kilka wolier do reintrodukcji głuszca. Ptaki wprowadziły już dwa pokolenia młodych. Dr Krzywiński miał trochę obaw o wrogów naturalnych. Głównie chodziło o lisa, jenota, ale też i inne ptaki, jak np. jastrzębia, który bierze młode, czy myszołowa lub orła - na terenie są trzy gniazda orłów. Ale okazało się, że dobrze sobie radzą. Przy pomocy fotopułapek zarejestrowano nawet walki samca głuszca, który bronił wolier przed lisem albo jenotem.

 

Na terenie stacji znajduje się również muzeum przyrodnicze z ciekawostką na skalę europejską, a może i światową. W muzeum znajdują się zrzuty poroża od jednego jelenia od początku, kiedy się urodził i nałożył pierwsze poroże, aż do jego naturalnej śmierci. Te ostatnie są z czaszką. Na tym przykładzie świetnie widać, jak zwierzę się rozwija, kiedy jest w najlepszej formie, kiedy te rogi są największe a samiec rządzi w całym stadzie i później, kiedy się starzeje a porogi zanikają.

Fajnie, że dożył starości i służy nauce po naturalnej śmierci.

Artur Marek Deluga

Plus Ekologia

Ogólnopolski magazyn plus Ekologia jako niezależna platforma do wypowiedzi dociera z informacją zarówno do społeczności lokalnej jak i administracji publicznej, przyglądając się uważnie kształtującej się rzeczywistości ekologicznej.
tel.: +48 601 212 657
e-mail: redakcja@plusekologia.pl

Plus Ekologia Tweety

Dołącz do nas

Facebook icon
Twitter icon
YouTube icon
Google+ icon